Wspomnienia Drukuj Email

Wspomnienie o Koledze śp. Zbigniewie Sieradzkim zm. 8.12.2008

Zbigniew Sieradzki był moim Kolegą z lat pracy w Krakowskim Miastoprojekcie. Łączyło nas wiele. Należeliśmy do młodego pokolenia lat międzywojennych, z dramatyczną wojenną przeszłością, które znalazło się potem w niełatwej powojennej rzeczywistości. Pokolenia, dla którego zdobywanie wiedzy - tak w latach wojny jak po jej zakończeniu - stało się najwyższym wyzwaniem.

Obaj rozpoczęliśmy swój zawodowy start w biurze projektów, które powołane zostało dla realizacji jednego z najważniejszych w skali kraju zadania w tym czasie. Była nim Nowa Huta – nowe od podstaw miasto, które wyrosnąć miało na podkrakowskich polach.

Biuro nasze charakteryzowała szczególna specyfika pracy. Polegała ona na “natychmiastowości” realizacji opracowywanych przez nas projektów, które z kreślarskich desek schodziły na place budów przybierając kształty osiedli, budynków o różnym przeznaczeniu, obiektów inżynierskich.

Nie bez znaczenia dla nas - młodych architektów - była osoba generalnego projektanta miasta Nowa Huta, którym był Tadeusz Ptaszycki – wybitny architekt urbanista. Autorytet Tadeusza Ptaszyckiego budowały zawodowe osiągnięcia w latach międzywojennych, a także działalność związana z odbudową miast po wojnie.W takiej to atmosferze pracowaliśmy obaj w tamtych latach zdobywając wiedzę i doświadczenie w zawodzie. A lata były trudne – niełatwe warunki życia pogłębione presją politycznego systemu, skromne zarobki.Ale dla nas liczyła się wówczas nasza skuteczna praca, ciekawe opracowywane przez nas tematy, tempo w jakim realizowane były efekty naszej pracy.

Mimo pracy w różnych zespołach często spotykałem się ze Zbyszkiem na wspólnych radach technicznych czy dyskusjach zawodowych, których nie brakowało w naszym biurze.

Ceniłem Jego wypowiedzi, nacechowane rozwagą, przekonywującą argumentacją, trafnością i rzeczowością w ujmowaniu omawianych zagadnień.

Był człowiekiem otwartym, cieszącym się sympatią kolegów, z czasem cenionym profesjonalistą.

Był autorem szeregu zrealizowanych zespołów architektoniczno-urbanistycznych na terenie miasta Nowa Huta, jakimi były m.in. osiedla mieszkaniowe oraz baza magazynowo-składowa miasta, skupiająca obiekty o różnych funkcjach. Był także autorem szeregu prac eksportowych zrealizowanych zagranicą, gdzie pracował.

Kiedy - po trzydziestu z górą latach naszej wzajemnej nieobecności – spotkaliśmy się, radość nasza była tym większa, że tyle mieliśmy sobie do powiedzenia i opowiedzenia. Tematów nie brakło. W tle była zawsze nasza wspólna młoda “miastoprojektowa przeszłość” – wspomnienia o czasach, kolegach, o humorystycznych nierzadko sytuacjach, które były wówczas cennym antidotum umożliwiającym przetrwanie trudnych politycznie lat i wynikających stąd stosunków.

Spotykaliśmy się potem na naszych SARP-owo-seniorowych uroczystościach, które były okazją do miłych pogawędek i wspomnień.

Wiadomość o Jego odejściu była dla mnie równie nieoczekiwana, jak i trudna do przyjęcia – mając zwłaszcza w pamięci obraz doskonale trzymającego się Kolegi, z którym przecież tak niedawno rozmawiałem.

A jednak ... . Nie ma Go już pośród nas. Pozostała pamięć. Pamięć o człowieku prawym, miłym Koledze, cenionym i znanym architekcie.

Pozostało coś więcej ... przekonanie, że “non omnis moriar”. Niech przekonanie to będzie nam bliskie i pozostanie w naszej świadomości nie tylko w dniach żałoby i smutku.

Michał Wędziagolski, grudzień 2008

Aleksander Paperz – architekt, żołnierz AK PS. „DELFIN” 1925-2007

Pół roku temu, z wielkim bólem pochowaliśmy na Rakowicach ukochanego ojca i męża Aleksandra Paperza, który odszedł od nas 29 grudnia 2007 roku. Był synem Amalii i Rudolfa szczycącego się odznaką honorową „Orlęta” i m.in. medalem „Polska Swemu Obrońcy 1918-1921”.

Oleczek był człowiekiem bardzo skromnym, prawym, ciepłym, pogodnym, życzliwym ludziom, bardzo lubianym i cenionym w towarzystwie. Był zamiłowanym turystą, narciarzem i kajakarzem, członkiem YMCA, KKW-2 29 (kl. kajakowy) i ogrodnikiem. Pewno dzięki cechom charakteru został wybrany do Sądu Koleżeńskiego Stowarzyszenia Architektów Polskich (SARP Kraków) a także do Komisji Weryfikacyjnej Armii Krajowej (AK). Studiował na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej uzyskując dyplom inżyniera architekta-urbanisty i magistra nauk technicznych. W trakcie studiów i później pracował 44 lata w Biurze Projektów „Transprojekt”. Jest autorem wielu udanych i zrealizowanych projektów architektoniczno-urbanistycznych m.in. zajezdni samochodowych PKS w Lublinie, Andrychowie, Sanoku, Nowym Sączu, Nowym Targu i w Krakowie, zajezdni Rybnickiego Okręgu Węglowego, która uzyskała tytuł „Mister Rybnika” przyznawany najlepszym realizacjom roku, zakładów naprawczych samochodowych w Oświęcimiu, Rawiczu i Opolu, bazy sprzętu transportu ELBUD Kraków-Płaszów, bazy w Piekarach Śląskich i Czeladzi, dworców autobusowych PKS w Tarnowie, Myszkowie i Stalowej Woli, moteli kierowców PKS w Krakowie i Lublinie, hangarów samolotowych w Pobiedniku k. Krakowa, garażu wielopoziomowego dla osiedla Ugorek w Krakowie oraz innych niebranżowych. Jego projekty i realizacje były wielokrotnie publikowane. Należą do nich także ośrodki wczasowe dla pracowników transportu w Golejowie, w Trzemeśni i bardzo ładny eksponowany na wystawach ośrodek w Zaborzu. Współuczestniczył (wraz z Jackiem Sokalskim) w 1966 roku w opracowaniu urbanistycznym pierwszej po wojnie koncepcji przebudowy Centrum Komunikacyjnego Miasta Krakowa, opartym na założeniach Wydziału Urbanistyki Urzędu Miasta (bez niszczenia przestrzeni zabytkowej dworca i okolic!).

Młodość Oleczka to walka za ojczyznę. W czasie wojny ukończył Technikum Budowlane i jednocześnie był żołnierzem Armii Krajowej PS. „Delfin” i tu cytuję (ze skrótami) słowa z mowy pożegnalnej Wiceprezesa Zarządu Inspektoratu „Maria” Stowarzyszenia AK mgr. Antoniego Sieleckiego: „Kurczą się szeregi żołnierzy AK. Dziś żegnamy ppor. Aleksandra Paperza. Osiemnastoletni wychowany w duchu patriotyzmu polskiego, żądny walki z niemieckim okupantem wstępuje w czerwcu 1943 roku w szeregi krakowskiego zgrupowania AK „Żelbet”. W lipcu 1944 w ramach przygotowań do „Akcji Burza” wyrusza z Oddziałem „Żelbetu” na teren b. pow. olkuskiego. Tutaj w Owczarach bierze udział w walce z oddziałem niemieckiej żandarmerii. W sierpniu strzelec „Delfin” przechodzi do Inspektoratu AK „Maria”. Walczy w szeregach II Batalionu „Kuźnia” 5 Pułku Strzelców Konnych Krakowskiej Brygady Zmotoryzowanej „Bank”, wchodzącej wraz  ze 106 Dywizją Piechoty „Dom” w skład Grupy Operacyjnej Kraków AK.

Po październikowej odwilży wśród żołnierzy Inst. „Maria” powstaje nieformalny ruch kombatancki wspomagany moralnie przez Kościół. Aleksander Paperz włącza się doń. Po 1989 roku powstają legalne struktury organizacyjne byłych żołnierzy AK. „Delfin” pracuje w Komisji Historycznej. Jego projektu jest pamiątkowa odznaka Krakowskiej Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej AK. Opracował mapy historyczne terenu działań Inspektoratu „Maria” oraz Terenu Partyzanckiej Rzeczpospolitej Kazimiersko-Proszowickiej, sporządził wykresy oraz fotografie związane z czynem zbrojnym 106 DP AK. Materiały te i opracowania dotyczące AK na historycznym terenie obejmującym dawne tereny powiatów Miechów-Olkusz-Pińczów zostały wykorzystane w książkach i Izbach Pamięci. Od 1995 roku pełnił nieprzerwanie funkcję wiceprezesa Zarządu Koła Kraków – Śródmieście Inspektoratu „Maria” Stow. Żołnierzy AK, ostatnio stan zdrowia tę pracę uniemożliwił.

Za działalność bojową i konspiracyjną został odznaczony Krzyżem Walecznych, Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami, Krzyżem Armii Krajowej, uzyskał tytuł „Weteran Walk o Wolność i Niepodległość Ojczyzny”. Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej mianował go podporucznikiem W.P.

Został też odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Mgr Antoni Sielecki kończąc przytoczył jeszcze słowa dowódcy generała brygady Bolesława Nieczuja-Ostrowskiego „Tysiąca” : Aleksander Paperz ps. „Delfin” dobrze zasłużył się Ojczyźnie i Narodowi w walce z okupantem niemieckim”.

A ja, żona dodam, że zostały nam wspomnienia cudownych chwil i spotkanych przyjaciół w ciągu 54 lat naszego małżeństwa. Do stanu wojennego przez 26 lat w zimie jeździliśmy na Halę Kondratową, a w lecie pod namiot na jeziora, nad morze do Dębka a później także z namiotem do Francji, Włoch i Hiszpanii. Oboje z mężem kochaliśmy nasze polskie ogary, z którymi towarzyszyliśmy sobie przez 33 lata!

Od 1981 roku Oleczek z zapamiętaniem uprawiał naszą sporą działkę ze wspaniałymi azaliami i m.in. pysznymi szparagami.

osamotniona żona Myszka Siemińska - Paperz

część o AK – dzięki mgr. Antoniemu Sieleckiemu

Kraków, czerwiec 2008 roku.

 

 

 

 

 Wspomnienie o Teresie Lisowskiej – Gawłowskiej

autor: prof. Witold Cęckiewicz

            W dniu 16 sierpnia 2006 roku pożegnaliśmy na cmentarzu Salwatorskim naszą Koleżankę, ur. 2 lipca 1928 r. w Lublinie, Teresę Lisowską – Gawłowską – wspaniałego architekta, artystę, projektanta i twórcę, który temu co tworzył nadawał niepodważalne piętno sztuki. I przez wiele lat pedagoga  na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, tam właśnie – obok swej bogatej i różnorodnej twórczości – spełniającego się całkowicie, uczącego kolejne generacje  zrozumienia piękna w odbiorze kształtowanego wnętrza, harmonii barw, proporcji kształtów i koegzystencji stylów. Tego wszystkiego, co później przez dokonane przez Nią dzieła czyniło nas lepszymi.

Odeszła od nas w ten drugi, nieznany świat. Odeszła cicho, bezszelestnie, pochylona nad swoim ostatnim projektem. A jej dusza chyba odfrunęła jak biały gołąb, bo mało już jest tych, o tak gołębich sercach.

Zawsze pełna życzliwości dla innych, niosąca uśmiech, dobre słowo i pomoc, której Ona ostatnio coraz bardziej potrzebowała. Ale obok trwałych śladów swej twórczości zostawiła w nas pamięć utrwalaną poprzez obrazy, które dzisiaj przywracają Ją nam jako:

- pełną uroku, młodą studentkę Wydziału Architektury zawsze z zaangażowaniem broniącą swoich ciekawych, kursowych projektów: ambitnych, nowatorskich, wynikających ze śledzenia tego, co było najnowsze w literaturze wówczas mało dostępnej,

 - projektanta świadomego swego talentu lecz umiejącego doskonale rozumieć i doceniać pomysły innych. Pracowała przez wiele lat, a właściwie przez całe swoje twórcze życie ze swym mężem Tadeuszem, z którym osiągnęła wiele wspaniałych sukcesów, m.in. poprzez wspólnie zaprojektowany jako całkowita przebudowa istniejącego budynku, gmach Filharmonii w Częstochowie, o świetnych pod względem plastycznym i akustycznym wnętrzach. A później kościół w Rudach Rysich k. Tarnowa, jeden z najbardziej nowatorskich projektów architektury sakralnej; kościół na Olczy w Zakopanem doskonale wpisujący się w krajobraz Tatr i architekturę regionu Podhala. A obok tych uznanych już powszechnie i wyróżnionych wielu nagrodami obiektów, autorkę lub współautorkę licznych wnętrz do kościołów lub kaplic w Krakowie i w Nowym Sączu oraz wnętrz obiektów użyteczności publicznej, sanatoriów czy domów wypoczynkowych. Była wraz z mężem laureatką wielu nagród czy wyróżnień, w latach 70. Nagrody Ministra Budownictwa, a w ostatnich latach Nagrody M. Nowy Targ za projekt Placu Pamięci i w roku 2005 Nagrody św. Brata Alberta w dziedzinie architektury sakralnej,

- doskonałego pedagoga na Wydziale Malarstwa krakowskiej ASP, gdzie przez szereg lat prowadziła zajęcia z kompozycji architektury oraz kolorystyki w architekturze i urbanistyce. Niezwykle ceniona i lubiana przez studentów za bezpośredniość oraz wielką umiejętność przekazywania swoich bogatych doświadczeń i z uwagą  wysłuchującą nowych pomysłów czy propozycji rozwiązań, by je później rozwinąć w samodzielne osiągnięcia uczniów,

 - wreszcie jako wspaniałą towarzyszkę dalszych czy bliższych podróży. Zawsze pogodną i zawsze ciekawą nowych krajobrazów, starej i nowej architektury, wieczorami nie zmęczonej i do późnych godzin ciekawie dzielącej się swymi obserwacjami. Również niezapomnianej towarzyszki naszych wielokrotnych wakacji w Kazimierzu Dolnym, z długimi spacerami wzdłuż brzegów Wisły lub wędrówek przez pola i łąki, z których zawsze przynosiła przepiękne bukiety z polnych kwiatów.

  Trudne do zapomnienia, jasne, słoneczne dni, a przez Nią bardziej barwne w obrazach pamięci.

Tej pamięci, którą utrwalała u wszystkich Swoimi osiągnięciami, a w nas skromnością, życzliwością i wizerunkiem idealnej żony i siostry.

Może tych parę strof kiedyś napisanych, zastąpi – jak zawsze trudne – słowa pożegnania:

 

   Pamięć to księga życiem zapisana

to więcej niż wspomnienie

chociaż jak z kartek

z nich się głównie składa

   Wspomnienie możesz wyrwać

lecz inne w pamięci zostaną

bardziej pojemna

i nie tak ulotna

nie znika bez śladu

i może przetrwać całe pokolenia

   Pracujesz nad nią latami

żeby u innych

zaskarbić ja sobie

ona gdy się utrwali

w myślach których czas nie zatrze

ocali głos i słowa

których już nie słyszysz

i rysy twarzy

przed mgłą zapomnienia

ona zapali świece

na bliskim nam grobie

 

                                                           Witold Cęckiewicz